REKLAMA

25. Walka z jesienią.

Nie da się ukryć, że walka z jesienią trwa na całego. Nie poddaję się i wychodzi mi to na dobre, bo jeszcze nie udało się jesiennej chandrze mnie dopaść. 

I jakoś... czas sam się znalazł. Paradoksalnie mimo, że mam jeszcze więcej rzeczy do zrobienia wykonuję je efektywniej. Nawał pracy w szkole, modlę się tylko, by przetrwać kolejne dwa tygodnie, potem oceny będą wystawione i miesiąc świętego spokoju. Mimo wszystko znajduję czas dla koni, dla przyjaciół, nawet impreza się w planach pojawiła. Dom utrzymany w porządku, zrobione nawet kilka nadprogramowych rzeczy, jeszcze tylko czeka na mnie lista do zrobienia nim przyjdą święta.

W kwestii treningów... nie jestem z siebie zadowolona. Mam wypełnioną zaledwie połowę listopadowej tabelki, nie wrócę straconego czasu, mogę jedynie przeć do przodu i nie odkładać ćwiczeń na później. Ale za to ćwiczenia na nogi robiłam sumiennie, i... pokazują mi się mięśnie na rękach! 

Właściwie to samowolnie, rzeźbię bicepsy pracą na stajni. No cóż bale z sianem, łopaty pełne brudnej ściółki, wiadra wapna wbrew pozorom trochę ważą a widłami się trzeba namachać, żeby słomę rozłożyć. Przy okazji biegam w te i z powrotem, bo wciąż czegoś zapominam wziąć, lub odłożyć. Nie wyobrażam sobie teraz życia bez koni, dają mi tyle radości i spokoju ducha! Ponadto czerpie niesamowitą satysfakcję z tego, że żeby mieć możliwość jazdy muszę się solidnie napracować.

Powoli myślę nad planami na grudzień, który z tytułu Bożego Narodzenia i Nowego Roku będzie podwójnym wyzwaniem w kwestii treningowej i organizacyjnej. Z dnia na dzień mam w sobie coraz więcej samozaparcia, mam nadzieję że nie osłabnie ono, gdy przyjdzie mi się zmierzyć z analizą minionego roku.

Prawda, że proste? ;)

Bawię się w kuchni, gdy tylko znajdę czas. Naprawdę lubię gotować, przyrządzać zdrowe jedzenie i piec! <3 Ostatnio zachwyciłam się leguminą z kaszy manny podkradzioną Magdzie. 

Co prawda wciąż niezbyt dobrze idzie mi przekonywanie domowników do zdrowego jedzenia, ale przynajmniej czasami uda mi się wywalczyć kompromis. Najważniejsze, że mam swoją półeczkę z ogroooomnym stosem herbat, zdrowymi bazami do śniadań (kasza manna, płatki owsiane) i udaje mi się pozyskać pieniądze na zachciewajki czyli ciemne bułki na śniadanie, twarożek, mnóstwo owoców i różne krócej lub dłużej leżące w szafce produkty. Nie jest to może jakiś bogaty zestaw, ale trzeba sobie jakoś radzić! Obiad wciąż jest rozpalonym obszarem bitew, trudno mi będzie ostudzić atmosferę w tej sferze...

Swoją drogą - nie rozumiem dlaczego mój tata ma obiekcje do tego, że chcę ZDROWO SIĘ ODŻYWIAĆ. Przecież to nic złego! Wręcz przeciwnie, płyną z tego same korzyści! Chociaż... ma już to swoje 60 lat na karku i nasz tok myślenia dosyć zasadniczo się różni, więc powinnam mu chyba wybaczyć. 

Znacie jakieś sprawdzone sposoby na przekonanie podstarzałej osoby do tego, że w cale nie robię sobie krzywdy i nie upadłam na głowę dlatego, że unikam tłuszczu i śmieciowego jedzenia? ;)

0 komentarze:

Copyright © 2012 A co tyjesz